Najnowsze Wpisy

dupaw69 Komentarze (2)
04. stycznia 2009 20:46:00
linkologia.pl spis.pl

KOCHAJ !!!
Wsłuchaj się w szum wiatru
Co po świecie gna
Wsłuchaj się w melodię
Jaką skrzypek gra
Posłuchaj głuchej ciszy
Tylko Ty ją usłyszysz
Posłuchaj leśnego strumyka
Nie łap życia co umyka
Nie śpij mocno w nocy
Może... ktoś woła pomocy
Podaj pomocną dłoń
Nim ktoś wpadnie w morza toń
Nie rzucaj na wiatr słów
Lecz tylko do mnie mów
Przełam słowem to milczenie
Użyj słowa - Przebaczenie
Kochaj ludzi
Kochaj zwierzęta
Nie tylko od święta
Nie każdy zawsze
o nich pamięta.

  

 

Nie ogladam sie za siebie

Odchodzac wiem ze robie dobrze

Czasami czeba upasc

By odrodzic sie na nowo

 

Za pozno juz aby przeszlosc zawrocic

Za pozno by znowu zawrocic

Czeba zaplakac za tym co sie latwo konczy

Znalesc sens istnienia na nowo

 

Placzem swoja dusze oczyscic

Pozegnac sie ze wszystkimi wspomnieniami

Nie ma juz nic, nie ma nas

Czas skonczyc ta walke z wiatrakami...

 

Obudze sie

I nigdy wiecej nie zasne

W przestworzach mych oczu oddalaja sie fragmenty zbitych luster

O odlamkach w ktorych odbija sie

Twoja znoszona koszula w kratke

Siedmoioletnie nieszczescie z mojej winy

Juz nie pachne lawendowym szczesciem

Omijasz mnie

Zamykam oczy na kilka lat

Wpatrujac sie w odlamki szkla

 

 

lola (17:32)

Skomentuj mnie

...

 

  

 

 

lola (12:47)
Skomentuj mnie

28 sierpnia 2008
i nienawidze słów nic nas nie rozłączy

  

 

lola (11:56)
Skomentuj mnie

24 sierpnia 2008
...



I'm so tired of being here / Tak bardzo mnie męczy bycie tu

Suppressed by all of my childish fears / Zduszona przez moje wszystkie dziecięce lęki

And if you have to leave / I jeśli musisz odejść

I wish that you would just leave / Chciałabym byś poprostu odszedł

Because your presence still lingers here / Ponieważ Twoja obecność się tu przeciąga

And it won't leave me alone / I nie zostawi mnie w spokoju

These wounds won't seem to heal / Te rany nie będą się goić

This pain is just too real / Ten ból jest zbyt rzeczywisty

There's just too much that time cannot erase / Za wiele by czas mógł je wymazać

When you cried i'd wipe away all of your tears / Gdybyś płakał otarłabym wszystkie Twoje łzy

When you'd scream i'd fight away all of your fears / Gdybyś krzyczał pokonałabym wszystkie twe lęki

And i've held your hand through all of these years / Trzymałam Cię za ręke przez te wszystkie lata

But you still have all of me / Ale Ty nadal posiadasz mnie całą

You used to captivate me / Zniewalałeś mnie

By your resonating light / Swym niesamowitym światłem

But now i'm bound by the life you left behind / Ale teraz związana jestem z życiem, które zostawiłeś za sobą

Your face it haunts my once pleasant dreams / Twoja twarz, ona nęka moje jedyne przyjemne sny

Your voice it chased away all the sanity in me / Twój głos, on wygania ze mnie zdrowe zmysły

I've tried so hard to tell myself that you're gone / Staram się bardzo powiedzieć sobie, że już cie nie ma

And though you're still with me / I chociaż wciąż "jesteś" ze mną

I've been alone all along / Od samego początku byłam samotna

 

 



 

lola (10:35)
komentarz

23 sierpnia 2008
ehh co tu dużo mówić

nie wiem czy to możliwe ale czuje sie pusta... nie moge patrzeć w lustro... nie chce mi sie rano wstawać nie chce mi sie ubierać nie chce mi sie żyć ;(

  

to był przypadek że Cię poznałam, i wielki błąd że pokochałam

  

bawisz się uczuciami jak dziecko klockami - budujesz i rozwalasz....

  

ja kogoś kocham.... ale nikt mnie.... już niedługo i zabije sie....

  

może rany z ręki znikają, ale ból w sercu pozostaje...

lola (17:32)
Skomentuj mnie

22 sierpnia 2008
Brak tytułu

  

chciałabym zrozumieć to.... czego zrozumieć nie mogę

  

łatwiej zakochać się nie kochając, niż odkochać kochając

  

kobieta jest najsłabsza kiedy... kocha, a najsilniejsza kiedy jest... kochana

  

miłość jest to takie nie wiadomo co,  przychodzące nie wiadomo z kąd i nie wiadomo jak, i sprawiające ból nie wiadomo dlaczego...

lola (13:18)
Skomentuj mnie

18 sierpnia 2008
ludzie nie mają prawa ludzie zabić mnie nie mogą

  

 

lola (21:14)
Skomentuj mnie
:(


hmm dni są teraz takie puste... robie głupie rzeczy... nigdy bym nie pomyślała że jetem do nich zdolna

najgorsze w tym wszystki jest to że człowiek jest tak stworzony że nie może żyć sam... Moi znajomi ciągle tłumaczą mi że samobójstwo to nie jest wyjście ja o tym wiem ale jak psychika siada... wczoraj usłyszałam bardzo ważną rzecz "zobacz ile ludzi by po tobie płakało" to mnie troche podbudowało. dziś już jest troche lepiej czasem mnie nachodzi ochota żeby teraz to skończyć bo oni i tak zapomną.... ale musze wszystkim pokazać że mam siłe i ze dam rade tylko tak mówić to każdy mówić gorzej jest wykonać... ale znajomi dobrze mnie znają wiedzą że gadam że jest OK ale tak naprawde rozpada mi sie świat. jestem osobą wygadaną ale nie lubie gadać o swoich problemach... umie wysłuchać innych pomóc im ale z reguły sama sobie pomagam nie gadam nikomu co sie dzieje... tego dnia jak skończyła sie sielanka nie umiałam tego zdusić w sobie. troche boje sie ze teraz wszystko bedzie inne. byłam z nim 16 dni :( może i mało ale zdążyłam sie bardzo do niego przyzwyczaić.... jak mi napisał że ma inną i ze nie chce ze mną być myślałam ze żartuje.... do dziś nie umie w to uwieżyć cały czas sie łudze że napisze do mnie "hej misiu co robisz" ale nie moge sie wiecznie oszukiwać
napisał mi wtedy że mozemy pisać ze sobą ale ja nie chce wiem że by to było dziwne co bym mu powiedziała hej jak tam twoja dziewczyna? bez sensu to.... ciągle o tym myśle

lola (13:47)
Skomentuj mnie

17 sierpnia 2008
ja wkońcu nie wytrzymie i zabije sie
                                                                                                
  od wczoraj nie śpie tylko właśnie przez ciebie
mówił ze kocha że zawsze bedzie ze mną...PUSTE SŁOWA.... nie mam po co żyć zawsze tak jest jak już uwierzyłam że moge być szczęśliwa.... to on mnie sprowadził a ziemie... ma inną :( jak mógł.... ostatnio była tak chłodno między nami ale myślałam że to takie pierwsze chłodne dni... ale jak sie potem okazało to nie były chłode dni to był KONIEC dla niego nie pierwsza nie ostatnia (już ma kogoś) a jak zawsze bede długo cierpieć... długo po takich rzeczach nie umie znaleść se miejsca.... wczoraj miałam ochote połknąć tabletki dziś też tą ochote mam..... ja myślałam że on żartuje ale nie.... nigdy nie bedzie dobrze.... może i miałam przyzwyczajenie że zawsze "on" ma dla mnie dużo czasu itd ten związek był inny ale zaakceptowałam to.... ale ja już kilka dni czułam że cos jest nie tak....
lola (11:31)
Skomentuj mnie

06 sierpnia 2008
Brak tytułu
hej wszystkim :) ale mam dziś dobry dzień... no i tak jak wczoraj mówiłam wszystko się wyjaśniło.... i jak zawsze prewidywałam najczarniejsze scenariusze a tymczasem jest wszystko ok :) nawet odezwał sie dziś do mnie stary znajomy ehh tak jak zawsze sie poprzegadywaliśmy :) no nareszcie jakiś normalny dzień :) buźka
lola (15:11)
Skomentuj mnie

05 sierpnia 2008
Brak tytułu

  
dzień dobiega końca....A ja zamiast z dnia na dzień upewniać się w tym "związku" nabrałam wątpliwości....ehh mam już dość pakowania się w beznadziejne sytuacje i nie chodzi mi tylko o sprawy sercowe.... mam nadzieje że jutro sie wszystko wyjaśni :) no jakoś musi gorzej jak bede musiała wam napisać że żałuje wszystkiego.... czasami tak sobie myśle czy nie za szybko sie zgodziłam ale.... "to" było takie cudowne i tak naprawde po cichutku liczyłam że powie mi że mnie kocha.... no i powiedział to!! całą noc nie spałam to było piękne "KOCHAM CIĘ NIE WIEM DLACZEGO" podobno prawdziwie się kocha jeśli sie nie wie dlaczego. no jakoś do jutra musze wytrzymać aż wróci i pogadam z nim :) a teraz mykam spać               DoBrAnOc

lola (21:03)
Skomentuj mnie
Brak tytułu

witam wszystkich na moim blogu :)
zaczne od tego że mam na imie Karolina, jestem (prawie) normalną nastolatką....

pisze tego bloga nie dlatego że nie mam z kim pogadać, ale lubie pisać pamiętniki, a po 2 niekiedy lepiej jest coś napisać niż komuś powiedzieć ;)


Jeśli chodzisz boso, nie chodź po szkle. Jak kochasz inną, nie kochaj mnie!!

kemintodol : :

gyr Komentarze (1)
25. listopada 2008 23:13:00
linkologia.pl spis.pl

W ciągu kilku lat stał się jedną z najbardziej rozpoznawanych twarzy oraz bohaterem licznych wywiadów i artykułów. Czytelnicy magazynu "Viva" uznali go za najpiękniejszego Polaka. Grywa czułych i uczciwych prawników, ale i twardych facetów. Wśród swoich ukochanych filmów wymienia "Dzikość serca" Davida Lyncha. Kupuje płyty z filmami Sama Peckinpaha i Sidneya Lumeta. Jako licealista namiętnie oglądał "Pulp Fiction" i "Urodzonych morderców". Do dziś nie zapomniał wrażenia, jakie wywarł na nim "Podziemny krąg" Davida Finchera. Wychował się na klasycznym rocku lat 60., a potem słuchał grunge i Heya. A jednak na co dzień potrafi się wzruszać na filmach dla dzieci. Najważniejsza dla niego jest rodzina - żona i syn. Zamieszanie wokół swojej osoby ciągle go zaskakuje, co nie znaczy, iż nie cieszy.

Paweł Małaszyński urodził się 26 czerwca 1976r. w niewielkim Szczecinku, ale dorastał w Białymstoku. Po maturze nie za bardzo wiedział, co ze sobą zrobić. Dostał się na prawo, ale szybko odkrył, że to nie dla niego. Wtedy pojawiło się aktorstwo, w którym zawsze najbardziej pociągała go możliwość transformacji. Do szkoły aktorskiej zdawał trzy razy. Najpierw było niepowodzenie na egzaminie w Warszawie. W Białymstoku przeszedł do drugiego etapu, co zachęciło go do spróbowania swoich sił w Łodzi, ale i tu poniósł fiasko. Jednak zamiast się załamywać, postanowił dać sobie jeszcze jedną szansę. Zapisał się do teatralnego L'art Studio w Krakowie. Wrodzony talent połączył wreszcie z ciężką pracą i desperacją, gdyby bowiem nie udało mu się po raz czwarty, czekała go kariera... wojskowego, jak nakazywała rodzinna tradycja (nawet siostra jest chorążym w Straży Granicznej). Pomogło. Po roku stał się studentem wrocławskiej szkoły teatralnej.

Ale i po uzyskaniu dyplomu nie było łatwo. Festiwal przedstawień dyplomowych nie przyniósł żadnych propozycji. Dopiero przypadek zadecydował o debiucie w Warszawie. Szukając wakacyjnego zastępstwa za Andrzeja Nejmana, dyrektor Teatru Kwadrat natrafił na życiorys Pawła. Po pół roku początkujący aktor miał już etat. Na stołecznej scenie zadebiutował 28 czerwca 2003 roku w podwójnej roli Trufaldina i Arlekina w "Sługach dwóch panów" Carla Goldoniego w reż. Waldemara Matuszewskiego w Teatrze Kwadrat w Warszawie.

Przed kamerą po raz pierwszy "na poważnie" pojawił się dzięki Michałowi Kwiecińskiemu, który wybrał go do obsady "Białej sukienki" po nieco ponad miesięcznym castingu. Zagrał księdza. Wcześniej, jeszcze w trakcie studiów, dostał kilka epizodów (m.in. w "M jak miłość" i "Wiedźminie"). Zresztą regularnie jeździł do Warszawy na wszelkiego rodzaju castingi. Po "Białej sukience" przyszedł pierwszy sukces: zimny i bezwzględny gangster Jacek Wielgosz "Grand" w serialu policyjnym "Oficer" Macieja Dejczera. Niektórzy wróżyli aktorowi, iż początek kariery okaże się jej końcem, że zostanie zaszufladkowany i nigdy nic innego już nie zagra. Po ukończeniu serialu na kolejną propozycję czekał przez 9 miesięcy. I się doczekał. Tym razem przyszło mu zagrać prawnika-romantyka z przeszłością, beznadziejnie zakochanego w młodej pani adwokat Magdzie M. z serialu pod takim właśnie tytułem, granej przez Joannę Brodzik. Produkcja okazała się kolejnym sukcesem i pociągnęła za sobą sławę, której Małaszyński raczej się nie spodziewał.

Lubi wybrzydzać i wybierać tylko te scenariusze, które faktycznie mu się podobają. Po "Magdzie M." znalazł się w obsadzie "Tajemnicy twierdzy szyfrów" według książki i scenariusza Bogusława Wołoszańskiego. Reżyser Adek Drabiński zobaczył w nim idealnego odtwórcę polskiego szpiega w niemieckim mundurze. Ma także kolejne plany i propozycje.

Gdy nie jest zajęty pracą przed serialową kamerą, ciągle występuje na scenie. W Teatrze Kwadrat zagrał m.in. w sztukach "Sługa dwóch panów", "Szalone nożyczki", "Wszystko w rodzinie", "Nie teraz kochanie" oraz "Ośle lata". Pokazuje się także w Teatrze Telewizji. Poza tym współpracuje z zespołem muzycznym Cochise, w którym śpiewa i pisze teksty.

Chociaż złamał zapewne niejedno nastoletnie i kobiece serce, to wierny jest jednej kobiecie - tancerce Joannie, z którą pobrał się zaraz po studiach, w sierpniu 2002 roku, a którą zna od dzieciństwa. Razem chodzili do podstawówki, potem do liceum. 7 kwietnia 2004 roku na świat przyszedł ich pierwszy syn - Jeremiasz. Ze względów zawodowych Małaszyński mieszka w Warszawie, ale uważa, że jego prawdziwy dom jest w Białymstoku - na Słonecznym Stoku, osiedlu, na którym mieszkał, odkąd skończył pięć lat i gdzie nadal mieszka jego rodzina. Gdy jest w mieście z chęcią wpada do Czarciego Pubu lub Metra, miejscowych klubów, przesiaduje w parki Branickich lub spaceruje po lesie na Bacieczkach.

W jednym ze swoich wywiadów dla "Twojego Stylu" stwierdził: "Chcę doświadczać tego zawodu. Chcę się rozwijać. Zawsze maksymalnie się angażuję. Inaczej nie ma sensu". Nie uważa się za gwiazdę, a za początkującego aktora. Podziwia za to talent Andrzeja Chyry i Janusza Gajosa, Ala Pacino, Steve'a McQueena, Dustina Hoffmana.

kemintodol : :

buka Komentarze (1)
24. listopada 2008 11:35:00
linkologia.pl spis.pl
Tak w skrócie o życiu:

 Czerwony Kapturek wyruszył w drogę do babci obładowany żarciem i odprowadzony pod samą furtke ciepłym spojrzeniem swojej mamuśki. Minął kilkoma podskokami rozłorzone pod jego tłustymi nogami kretowiska i patyki. Był wesoły i uśmiechnięty. Paradował po ścieżce jak po wybiegu dla modelek, wymachując z aprobatą koszyczkiem; szczęśliwy, że powieżono mu tak ważną misję. Ptaszki skrzeczały, motylko brzęczały, a słoneczko nad głową dziewczynki prażyło zapamiętale i niestrudzenie.

 Droga stopniowo robiła się coraz to cięższa. Pełno na niej było gówienek jeleni i dzików, a Kapturek musiał ciągle uważać, żeby nie wdepnąć swoim czyściutkim bucikiem w taki syf. Czasami się udawało, a czasami grzęzła w gównie po kolana. Czyli wszystko tak, jak to zwykle w życiu bywa...

 Las pełen był zwierzątek: jedne miały wściekliznę i piana kapała im z pysków, inne chowały się pod krzaczkami przed ciekawskim spojrzeniem dziewczynki i za chol.ere nie chciały z tamtąd wyleźć, a jeszcze inne łasiły się do niej i robiły maślane oczy, zapewne tylko po to, żeby wyłudzić trochę ciasta z jej wiklinowego koszyczka.

 W owym koszyczku pewłno było różnych dupereli, przekazanych dziewczynce przez rodziców. Produkty, które się w nim znalazły były w większości wyrośnięte, pachnące i sycące, ale na dnie leżały też fanty zgniłe i nadpsute, cuchnące jak dołki z szambem w czsie największych upałów.

 Kapturek jednak mimo wszystko się tym nie przejmował i wlekł się dróżką wyznaczoną mu przez mamuśkę od czasu do czasu przyśpieszając lub też zwalniając, czy nawet zatrzymując się w jednym w miejscu na dłuższą chwilę... Czasami bowiem się przewracał i rozcinał sobie kolana na twardych kamieniach ciągle jednak pamiętając, że musi się podniesć i iść dalej, bo inaczej nie zdąży przed zmrokiem.

 Dziewczynka nie bała się nocy ani trochę. Wiedziała, że nie ma wpływu na to kiedy ona nadejdzie i ogarnie na dobre cały las, dlatego nawet o niej nie myślała. Kochała słońce i dzień. Jednak mimo tej swojej przesłodzonej miłości, od której prawie się porzygała, zmrok zapadł bardzo szybko. Kapturek zdążył jednak dobiec do chatki babci zanim księżyc pokazał się na niebie. Babcia wyszczerzyła się w uśmiechu i prawie zmiażdżyła dziewczynkę tuląc ją do siebie. Zaprosiła ją do domku i poczęstowała szarlotką.

 A potem noc rozpanoszyła się na dobre...

18 .
.wiara na pokaz.

 Nie mogę patrzeć, jak zdewociałe babcie spędzają połowę swojego życia przed radiem albo telewizorem. Wpatrzone w nadajnik jak w relikwie i śledzące z zapartym tchem gestów przystojnego księdza w tv Trwam. Wsłuchane w namiętne głosy biskupów opowiadających po raz setny o tym samym. Siedzące na taboretach z nieobecnymi minami i spojrzeniami, nie zważające na kipiące mleko, przypalające się tosty i zwęglony czajnik, błagający swoim gwizdem aby wreszcie wyłączyć palnik i zakręcić gaz. Świat nie istnieje. Nie wolno się odezwać, przeszkodzić im nawet stwierdzeniem, że piekarnik za chwilę wybuchnie. Na kilka godzin dziennie tracimy swoje babcie.

 A kiedy już skończy się audycja one wychodzą do sklepu, żeby poplotkować sobie, "jaka to krowa z tej choler.nej pani Marysi!" i "po chol.ere jasną ten ksiądz sobie ostrzygł włosy?!" albo: "dlaczego ta pieprz.ona Jadzia znowu poleciała do proboszcza do zachrystii?!".

 Później udają się do kościoła. Świdrują wzrokiem wszystkich zebranych tam ludzi. Oceniają w co są ubrani, jak się uczesali, czy mają rozmazany makijaż... Potem nadchodzi ksiądz, odprowadzany pod ołtarz dziesiątkami wielbiących go spojrzeń. Zaczyna się Eucharystia. Każda z zgromadzonych w owym miejscu staruszek stara się śpiewać jak najgłośniej! Tak, żeby tylko ją było słychać. Nikogo więcej. Krzywo, nierówno, brzydko..! Byle głośniej, byle szybciej! Tak, żeby wszyscy ją "podziwiali".

 Po upływie niecałej godziny pewna kobieta pada na kolana przed ołtarzem i zaczyna wycierać włosami podłogę. Wali głową w zakurzona posadzkę, po czym wychodzi rozanielona i szczęśliwa, że jest taką zagorzałą katoliczką, spokojna o swoje zbawienie. A po wyjściu staje przed mosiężnymi drzwiami i rozpoczyna omawianie stroju swojej sąsiadki oraz walorów spłaszczonego tyłka siedzącego przed nią w kościele mężczyzny. Tak wygląda przeciętny dzień niektórych ludzi.

 

11 .
Buuuuuuuuuuuuuuuuuurza.

 Za moim oknem toczy się zacięta walka dwóch kolosalnych cyklopów. Zaczęło się niewinnie: najpierw Słońce postanowiło obwjeścić o ich pojedynku całemu miastu prażąc niemiłosiernie z podniecenia. Później padło kilka grzmiących słów od jednego z olbrzymów. Niedługo po tym Niebo otuliło twarz chmurami, aby oszczędzić sobie widoku mającej się za chwilę rozegrać rzezi.

 Następne wydarzenia rozegrały się już błyskawicznie: cyklopy przeklinały dudniącymi głosami i obrzucały się złotymi strzałami, niszcząc zarazem okoliczne obiekty. Wszędzie tryskała ich krew, bębniąca w szyby domów i nazywana przez ludzi deszczem. Niekiedy wielkoludy upadały zranione na ziemię albo tupały swoimi wielkimi odnóżami wprawiając w drżenie grunt i budząc śpiące już dzieci. Bitwa była zacięta.

 Cyklopy niestrudzenie wznawiały uderzenia strzałami do chwili, kiedy zdenerwowana tym zamętem Matka Noc postanowiła ich uciszyć. Zrzuciła ona na nich swój obszerny, czarny płaszcz, tłumiąc zarazem dzikie odgłosy.

 Nad miastem zapanowała cisza.

 Niezwykłe zjawisko, uwierzcie.. Do tej pory zastanawiam się o kogo oni mogli się tak bić. Może o rękę księżniczki Zgody?

35 .
Do Pana Nikogo:

Garwolin, przedostatni dom po lewej na ulicy S., obklejony wycinkami z gazet pokój, zielony fotel. 13.08.2008r., godz. 00.13.

 

Szanowny Panie Nikt!

 Piszę do Pana mój pierwszy list, który zamierzam wogóle dokończyć, wyliczając milion innych, nakreślonych patykiem na pisaku, na ostatnich stronach zeszytu do fizyki i tych, na pożółkłych biletach do metra, na białym pasku, pomiędzy datą a godziną odjazdu. Przeważnie były one ucinane w pół słowa, rozmywane przez wodę i pożerane przez wiecznie wygłodniały ogień z zapalniczki, albo rzucane z mostu w szpony wiatru.

 Jakoś nigdy nie odważyłam się ich dokończyć, a nawet przeczytać po raz wtóry: tak bardzo bałam się, że źle mnie Pan zrozumie. A ja chciałam tylko, żeby Pan wiedział jedno: że mi jest tak strasznie źle! Że czasami mam ohotę coś komuś powiedzieć, a jakimś dziwnym trafem nigdy nie ma komu. Że ja tak naprawdę nie znam ani troszeczkę moich rodziców, chociaż tak bardzo bym chciała. Że tęsknię za nimi kiedy tak wychodzą na całe dnie do pracy i wracają dopiero wtedy, kiedy ja już dawno śpię, na mojej poduszce w haftowane róże, całej mokrej od płaczu. Róże na poduszce pewnie dawnoby już zgniły, gdyby nie fakt, że są one tylko haftowane.Tutaj, w tym pustym pokoju nie ma nic żywego poza mną i wielką ćmą w brązowe łaty.

Tęsknię za rodzicami nawet wtedy, kiedy są niedaleko. Kiedy siedzą na kanapie tuż obok mojego zielonego fotela i kiedy "wspólnie spędzamy wieczór". Spędzamy go oglądając telewizję. Oni skupieni i wpatrzeni w ekran z kamiennymi minami, a ja skulona, przyglądając się im ze łazami pod powiekami.

 Czasami nie wytrzymuję. Wbiegam po schodach, idę do siebie i siadam na parapecie. Łzy spływają już po policzkach a ja biore misia na kolana, składam ręce i patrzę wysoko, ponad wszystkie dachy, latarnie, puste uliczki i drzewa. Opowiadam Ci wtedy o wszystkim a Ty zaciskasz usta ze zrozumieniem, patrzysz na mnie z wysoka i udajemy razem, że przytulasz mnie do Siebie. Nawet nie wiesz, jak bardzo mi tego brakuje. Nie jesteś już wtedy tak wysoko, Panie Nikt. Jesteś tuż obok i razem ze mną milczysz.

 Później wszystko jest jak dawniej. Oni znów ida do pracy, a później znowu nadchodzi znienawidzony przeze mnie wieczór.

 Dziekuję Ci za to, że jesteś ze mną zawsze wtedy, kiedy składam ręce do modlitwy.

 Z najserdeczniejszymi pozdrowieniami i wyrazami wdzięczności:

panna nikt.

48 .
...

 Nawet tego nie czytajcie. Będzie długo, nudno i bezsensu.

 Mamy wtorek, środę czy jakiś jeszcze inny wynalazek? Zresztą to bez różnicy. Fakt, że są wakacje. Taki jeden wielki dzień tygodnia, który zwalnia nas z myślenia. Prawie można powiedzieć, że życie się zatrzymało.

 Nie chcę wracać do szkoły. Nienawidzę jak ktoś mi coś karze. Jak wiem, że muszę coś zrobić. I jak wszyscy i wszystko mnie ogranicza. Chciałabym przychodzić tylko na te lekcje, które lubię. Wiem, że po odliczeniu nielubianych przeze mnie przedmiotów zapewne nie opłacałoby mi się wogóle chodzić do szkoły, ale to pomińmy..

 Ciągle boję sie tylko tego, że coś zepsuję. Tego, że zmarnuje sobie życie. Dziwnie tak funkcjonować bez kompletnie żadnego planu na przyszłość, bez żadnych ambicji, marzeń i pomysłów. Iść drogą do nikąd. Nie wiem nawet gdzie chciałabym dojsć.

 Niektórym wydaje się, że mam jakiś tam talent. Phi. Ja wiem, że to nie jest żaden talent. Ja poprostu rysowałam od zawsze. Odkąd po raz pierwszy wzięłam do ręki kredki już prawie nigdy się z nimi nie rozstawałam. Ale tylko dlatego, że w tym mnie nikt nie ograniczał. Rysowałam co chciałam, kiedy chciałam i gdzie chciałam. A kiedy poszłam do szkoły i kazali mi zrobić jakąś pracę na temat wszystko poszło w pizdu. Bo znowu ktoś mi coś kazał. Znowu nie mogłam się wykazać. I dlatego do niczego mi się to nie przyda. Mogę rysowac sama dla siebie, ale nigdy nie zadowolę tym innych.

 Od dziecka chciałam być weterynarzem. Ale ostatnio przeszło mi, bo doszłam do wniosku, że to zbyt inteligentne dla kogoś takiego jak ja. Przecież w tym zawodzie trzeba chociaż odrobinę lubić biologię. I to mnie właśnie wyklucza. Pieprzę teorie i definicje całego świata. Nie umiem patrzeć na psa i widziec tylko zbiorowisko tkanek, komórek i całej reszty gadżetów. Ja patrzę w oczy i widze duszę. Nie zastanawiam się na co może być chory, tylko co myśli? Za kogo on mnie uważa? Czy też tylko za zgromadzenie nażądów, czy za coś więcej?

 Kiedyś chciałam też być psychologiem. Ale to nierealne. Nie umiem nawet poradzić sobie sama ze sobą, a co dopiero pomagać innym. Ktoś, kto podejmuje się takiej pracy powinien być zdecydowany, wierzyć w siebie i w to, że może pomóc. Ja się nie nadaję.

 Przeraża mnie perspektywa bycia nikim. Przeraża mnie przyszłość.

kemintodol : :

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
2930311234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930311

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

miczka1130 | noluniaa | moj-pamietnik | piorunerka | sadnessofanotherday | Mailing